Świadek: gdy rozbił się rządowy śmigłowiec, wytyczne były złe

Category: inne
27 lipca, 2020

Po dniu lotu rządowego śmigłowca, który rozbił się po 2003 r. z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem w pokładzie, były informacje o mgłach, malej podstawie chmur i mżawce, ale komunikaty meteorologiczne nie zaakceptowac przewidywały ryzyka oblodzenia – zeznał przy poniedziałek świadek, który był wtedy militarnym synoptykiem na lotnisku we Wrocławiu.

Przed Militarnym Sądem Okręgowym trwa tok ppłk. Marka Miłosza, pilota śmigłowca, który rozbił się 4 grudnia 2003 r. niedaleko Piaseczna pod Warszawą. Na pokładzie było kilku członków załogi i 12 pasażerów, w niniejszym Miller. Zbytnio najbardziej prawdopodobną przyczynę przypadku komisja uznała oblodzenie wlotów silników.

Świadek mówił, że pogoda była zła, ale stabilna i nic nie wskazywało dzieki ryzyko oblodzenia na drodze lotu śmigłowca.

Inny świadek, oficer, który leciał wówczas jako drugi pilot, powiedział, że załogi Mi-8 latały nawet w gorszych warunkach jak i równiez oblodzenie nie zaakceptowac występowało. Podkreślił, że podczas feralnego lotu nie zapaliła się lampka ostrzegająca na temat oblodzeniu.

Dowódca 23. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak powiedział, że warunki pogodowe wieczorem były tego dnia solidniejsze niż zanim południem.

Śmigłowiec początkowo miał lecieć nie do Wrocławia, lecz do Lubina. Wykluczono to ze względu na złą pogodę i ubogie wyposażenie tamtejszego lotniska. Świadkowie i oskarżony mówili, że premier Miller i kierownik jego gwarancji nalegali, aby lecieć do Lubina albo w kierunku tegoz miasta faktycznie daleko, jak się da. Szef rządu zamierzał dalej udać się samochodem na uroczystości barbórkowe. Miłosz odmówił ryzyka lądowania na przygodnym terenie, poparł go dowódca pułku.

Wracający z Wrocławia do Stolicy polski śmigłowiec rozbił się, gdy wyłączyły się obydwa silniki. Miłosz zdołał skierować opadający helikopter w niezabudowany obszar – jakim sposobem się okazało – las. W wypadku zadna osoba nie zginął. Jedna osoba doznała obrażeń, które a mianowicie jak orzekli później lekarze – zagrażały życiu, 12 musiało przejść długotrwałe leczenie, a dwóm osobom udało się wyjść z kleski z łagodnymi obrażeniami. Pokrzywdzony w wypadku został także drugi pilot, który na zapytanie sądu, badz ma pretensje do Miłosza, powiedział, że nie.

Prokuratura oskarżyła Miłosza o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy (przez niewłączenie ręcznego trybu instalacji przeciwoblodzeniowej) jak i równiez nieumyślne sprowadzenie wypadku. Grozi mu sluzace do 8 lat więzienia. (PAP)

brw/ pz/ gma/

We use cookies to provide you with the best possible experience. By continuing, we will assume that you agree to our cookie policy