Dorn: helikopterami latałem tylko po celach służbowych

Category: inne
27 lipca, 2020

*Latałem helikopterami tylko służbowo; nigdy nie używałem ich w planach prywatnych a mianowicie powiedział Ludwik Dorn (PiS) odpierając przy czwartek zarzuty, że wówczas gdy był ministrem SWiA korzystał z policyjnych śmigłowców jakim sposobem z „bezpłatnych taksówek”. *

Według czwartkowego „Dziennika”, Dorn jak minister rzeczy wewnętrznych i administracji kolejny razy użył policyjnych helikopterów. Gazeta komunikuje, że w jednym z lotów towarzyszyła jemu żona.

Wraz z dokumentów, az do których dotarł „Dziennik” wyplywa, że urzędnicy ministerstwa przy ciągu dwóch lat dzieki podróże helikopterami wydali 830 tys. zł. „Policyjne śmigłowce służyły ogromnym urzędnikom w dekadzie PiS w charakterze bezpłatne taksówki” – napisali autorzy artykułu.

„Nigdy nie korzystałem ze śmigłowca az do celów prywatnych. Wszystkie ów loty, które opisuje +Dziennik+ były lotami służbowymi” – podkreśla Dorn.

„Mówienie, że używałem helikoptera jako taksówki jest dziennikarskim łajdactwem” – oświadczył b. szef MSWiA.

Jego zdaniem, w celach służbowych, a także dla oszczędzenia czasu minister blisko 40 milionowego państwa „może używać helikoptera nie zaakceptowac zachłystując się władzą”.

„Byłbym bardzo usatysfakcjonowany, gdyby ów ekipa, która przechwala się, że nie będzie latać helikopterami wysłała ministra badz wiceministra sluzace do Szczecina, żeby na miejscu obserwował jak działają służby jak i równiez administracja” – zaznaczył.

„Dziennik” opisuje m. in. przelot Dorna do Rydzyna k. Leszna, w którym miejscu miał przekazać tamtejszym strażakom 30 tys. zł. Według gazety, naklad pieniezny użycia śmigłowca wyniósł w takim przypadku 27 tys. zł.

W lipcu 2006 r. dzieki rejs sluzace do Jasła miała polecieć obecna żona Dorna Iza Śmieszek-Dorn. W 2 tygodnie później wicepremierowi – zdaniem gazety – towarzyszyła jego była małżonka Joanna Dorn. Przy dokumentach lotu figurowała jako oficer BOR. „Nikt na temat takim nazwisku nie był u nas nigdy zatrudniony” – usłyszał „Dziennik” w BOR.

„Do Rydzyna poleciałem po to, by być biezacym przy odsłonięciu tablicy w kierunku czci druhny z Ochotniczej Straży Pożarnej, która zginęła w pożarze” – twierdzi były minister. „Przy okazji także wręczyłem pieniądze” a mianowicie dodał.

Dorn zaznaczył, że użył śmigłowca ponieważ podróż samochodem zajęłaby mu cały dzień. „Zależało mi, że by tuz przy takim wyjeździe pół poranka pracy ocalić” – podkreślił.

Poinformował też, że lot do Jasła był „podróżą służbową przy weekend”. „Leciałem chyba w sprawie wałów przeciwpowodziowych” – mówił.

„Jeżeli miałem wyjazd służbowy w weekend na ogól zostawałem potem prywatnie. Wedlug za tym, że byłem ministrem, byłem także mężem, jeżeli był wyjazd służbowy a potem zostawałem, brałem ze sobą żonę” a mianowicie wyjaśnił.

Dorn podkreślił, że nigdy nie zabierał wraz z sobą w podróż helikopterem swojej byłej żony. „Moja była żona nigdy nigdzie ze mną nie jechała ani nie leciała. To musi być pomyłka” – oświadczył.

Polityk uzasadnił także swój przelot w marcu 2006 r. z Warszawy sluzace do Częstochowy. „Dziennik” sugeruje, że tę trasę służbowym pojazdem mógłby pokonać w ciągu półtorej pory, tylko na temat 40 minutek dłużej niż śmigłowcem.

„Chodziło właśnie na temat zaoszczędzenie 30 minut. Wizyta była zaplanowana i gwaltownie pojawiła się pilne posiedzenie, chyba Rady Bezpieczeństwa Narodowego” – tłumaczy. Według Dorna, wcześniej miał jechać sluzace do Częstochowy pojazdem.

„Coś się stało. Powinno sie było podjąć pilną decyzję. Od tego są helikoptery, zeby w takich sytuacjach latać” – podsumował. (PAP)

tgo/ par/ porad